Dolomity dzień 1 Bresannone - St. Vigilio
Sobota, 19 lipca 2014
· Komentarze(1)
Kategoria Dolomity 2014, Alpy włoskie, Wyprawa, Z ekipą bikestats
Pierwszy dzień naszej wyprawy w Dolomity, jak się okazało był to prawdopodobnie najcięższy dzień kondycyjnie na całej wyprawie. Cała noc w samochodzie gdzie snu nie zaznałem zbyt dużo, zresztą jak wszyscy pasażerowie wesołego VW z bagażnikiem na dachu. W zasadzie mało brakowało a wyprawa nie doszłaby do skutku, po około 150km od granicy z Czechami, Janek decyduje się na rozprostowanie kości i zjeżdża na stację. Wysiadamy z auta i naszym oczom ukazują się rowery praktycznie wiszące na końcu dachu i trzymające się już tylko jednym uchwytem za reling. Okazało się że popełniliśmy błąd w sztuce mocowania bagażnika do relingów, jakoś doszliśmy jak to ma być złożone i dojechaliśmy szczęśliwie do celu, ale strach pomyśleć co by się stało, gdyby cały bagażnik spadł z auta na autostradzie przy ponad 100 km/h. jeszcze pod inne auto. Rowery na złom a my do .........kryminału :(

(fot. Ryjek)
Przebieg trasy bardzo fajnie opisała Emi i Ryjek więc ja pozwolę tradycyjnie sobie to pominąć i podlinkuje ich relacje :) Sorry, ale jesteście pierwsi więc to wykorzystam :)
Jak już wspomniałem był to chyba najcięższy dzień, ponieważ w schronisku Rifugio Utia de Borz, wbiłem czołem gwoździa w stół i spokojnie drzemałem kilka minut. Dziw bierze mnie do teraz, że żaden z współtowarzyszy wyprawy nie zrobił mi foty :) w takich okolicznościach. Za to pogoda i okoliczności przyrody i dobre humory zrekompensowały nam ten wysiłek w 100% na dowód czego załączam trochę fotek
Tak generalnie, to chciałem jeszcze podziękować Emi, Jankowi, Tomkowi i Ryjkowi za wspaniałe towarzystwo podczas całej tej eskapady, super humory które dopisywały przez większość czasu :) i ogólnie za cały ten wspólnie spędzony czas. Było naprawę SUPER !!!
















(fot. Ryjek)


(fot. Ryjek)
Przebieg trasy bardzo fajnie opisała Emi i Ryjek więc ja pozwolę tradycyjnie sobie to pominąć i podlinkuje ich relacje :) Sorry, ale jesteście pierwsi więc to wykorzystam :)
Jak już wspomniałem był to chyba najcięższy dzień, ponieważ w schronisku Rifugio Utia de Borz, wbiłem czołem gwoździa w stół i spokojnie drzemałem kilka minut. Dziw bierze mnie do teraz, że żaden z współtowarzyszy wyprawy nie zrobił mi foty :) w takich okolicznościach. Za to pogoda i okoliczności przyrody i dobre humory zrekompensowały nam ten wysiłek w 100% na dowód czego załączam trochę fotek
Tak generalnie, to chciałem jeszcze podziękować Emi, Jankowi, Tomkowi i Ryjkowi za wspaniałe towarzystwo podczas całej tej eskapady, super humory które dopisywały przez większość czasu :) i ogólnie za cały ten wspólnie spędzony czas. Było naprawę SUPER !!!

(fot. Ryjek)